
Czy prezent z sexshopu to zawsze trafiony pomysł? Czego nie dawać ukochanej osobie? Czy gadżet erotyczny może zrujnować relację i wywołać kłótnię? Oto lista 10 kontrowersyjnych prezentów, których nie warto kupować! Zobacz koniecznie!
Czy prezent z sexshopu to zawsze dobry pomysł? Wyobraź sobie scenariusz: chcesz zaskoczyć swoją drugą połówkę czymś pikantnym, idziesz do sklepu erotycznego pełen entuzjazmu, a potem… wręczasz upominek, po którym na twarzy ukochanej osoby maluje się raczej szok niż podniecenie. Brzmi jak koszmar? Niestety, to całkiem realny scenariusz, jeśli wybierzesz niewłaściwy gadżet. Eksperci podkreślają, że erotyczne prezenty wymagają wyczucia i zgody obdarowanego – jak każda sfera intymna, powinny być omawiane wcześniej. W przeciwnym razie zamiast iskry namiętności łatwo wzniecić pożar… w sensie awantury. Poniżej przedstawiamy 10 rzeczy, których lepiej nie kupować w sexshopie osobie, na której naprawdę Ci zależy. Każdy z tych „prezentów” może naruszać granice, budzić kompleksy albo wręcz zagrażać zdrowiu - zwłaszcza, jeśli tego nie skonsultujesz ze swoją drugą połową. Sprawdź tę listę, zanim popełnisz kosztowny (i wstydliwy) błąd.
Wybielacz odbytu – miłosny upominek czy przepis na kompleksy?
Podarowanie ukochanej osobie kremu czy żelu do wybielania okolic intymnych to jak włożenie do ozdobnego pudełka komunikatu: “Kochanie, Twój tyłek mógłby wyglądać lepiej”. Naprawdę chcesz to powiedzieć? Wybielacz odbytu to kosmetyk, który ma rozjaśnić skórę wokół odbytu, bo w filmach porno wszystko musi być „idealne”. Tylko że ciemniejszy odcień tych okolic to zupełnie normalna sprawa – medycznie potwierdzona i nieszkodliwa. Wiele osób nawet nie zdaje sobie sprawy z istnienia takiego zabiegu, dopóki nie usłyszy, że “powinny” coś tam poprawić. Zamiast dodawać partnerce/partnerowi pewności siebie, taki prezent prawdopodobnie zrodzi w niej/w nim niepotrzebne kompleksy i poczucie, że oczekujesz ciała rodem z retuszowanych zdjęć.
Krótko mówiąc: efekt może być dosłownie i w przenośni opłakany – od łez pieczenia po łzy wściekłości, gdy dotrze do ukochanej osoby, jak bardzo niefortunny był to pomysł.
Wniosek: jeśli naprawdę kochasz, zaakceptuj, że pewne rzeczy (jak odcień intymnych miejsc) są naturalne i nie wymagają „naprawiania”.
Spray do głębokiego gardła – aerozol, który powie „musisz się zmienić”
Kolejny „prezent”, który zamiast radości wywoła konsternację, to spray do głębokiego gardła. Ten specyfik ma za zadanie znieczulić gardło i ograniczyć odruch wymiotny podczas seksu oralnego. Brzmi może technicznie ciekawie, ale pomyśl przez chwilę, jaki sygnał wysyłasz, wręczając coś takiego ukochanej osobie. Czy nie jest to równoznaczne z komunikatem: “Hej, chciałbym żebyś robiła mi to bardziej jak gwiazda filmów dla dorosłych – oto spray, żebyś nie czuła odruchu cofania.”? Romantyczne? Niezbyt. Raczej upokarzające. Partnerka (lub partner) może odebrać to tak, że obecna forma bliskości Ci nie odpowiada, a jej/jego naturalne odruchy są problemem do „naprawy”. Co innego oczywiście, jeśli druga osoba wyraziła chęć spróbowania takiego specyfiku.
Dlatego zanim włożysz do koszyka spray o smaku truskawkowym czy miętowym z obietnicą „głębszych doznań”, zastanów się dwa razy. O wiele lepszym podejściem jest rozmowa o granicach i komforcie podczas seksu oralnego. Jeśli Twój partner(ka) nie czuje się z czymś dobrze, żaden magiczny aerozol tego nie załatwi.
Pompowany knebel – gdy “zamknij się” staje się (nietrafionym) prezentem
Knebel do ust z pompką to gadżet rodem z hardkorowych scen BDSM. Wygląda jak mały balonik wkładany do ust, który można pompować, aż wypełni całą jamę ustną, uniemożliwiając wydanie z siebie sensownego dźwięku. Brzmi ekstremalnie? Bo takie jest. Jeżeli Twój partner lub partnerka nigdy nie wspominał o chęci bycia zakneblowanym/ą, to wręczenie mu/jej takiego wynalazku może wywołać co najwyżej panikę albo złość. Taki prezent krzyczy: “Chcę Cię uciszyć i kontrolować”. Większość ludzi w zdrowej, opartej na równości relacji nie marzy o byciu dosłownie pozbawionym głosu przez ukochaną osobę bez wcześniejszej rozmowie o swoich potrzebach czy fantazjach.
Pamiętaj, że knebel to nie jest urocza zabawka, tylko rekwizyt wymagający ogromnego zaufania. W praktykach BDSM, jeśli już się go używa, wcześniej ustala się sygnały bezpieczeństwa, bo osoba z kneblem nie może powiedzieć stop ani wyrazić słowem dyskomfortu. Dla niedoświadczonych może to być doświadczenie przerażające – poczucie paniki, że nie da się oddychać przez usta, ślinotok, niemożność komunikacji. Co więcej, badania wskazują, że noszenie knebla (zwłaszcza takiego rozpychającego usta) wywołuje silne poczucie wstydu i uprzedmiotowienia u osoby uległej.
Jeśli nie jesteście parą, która wspólnie eksploruje klimaty sado-maso i oboje tego chcecie, nie idź w tę stronę. Pompowany knebel to pewny przepis na katastrofę komunikacyjną w związku. Zamiast namiętnej niespodzianki będzie pytanie: “Czy ty w ogóle mnie znasz?” i atmosfera grobowej ciszy – paradoksalnie, osiągniesz ten efekt “ciszy”, ale chyba niezupełnie w zaplanowany sposób.
Maska psa – kiedy prezent zmienia partnera w pupila
Wyobraź sobie, że dajesz swojej drugiej połówce pięknie zapakowane pudełko, a w środku… skórzana maska przypominająca psi pysk. Chyba nietrudno przewidzieć reakcję, jeśli ta osoba nigdy nie słyszała o tzw. puppy play. Maska psa to gadżet z kręgu fetyszy BDSM, gdzie jedna osoba wciela się w rolę “pieska”, a druga jest opiekunem. Brzmi niszowo? Bo jest. Taka zabawa może być przyjemna tylko wtedy, gdy obie strony tego chcą i świadomie się na to zgadzają. Cała idea opiera się na zaufaniu, consent i określeniu granic – inaczej łatwo tu o poczucie poniżenia.
Jeśli Twój partner/partnerka nigdy nie sygnalizował/a chęci “poszczekania” w sypialni, wręczenie mu/jej psiej maski może zostać odebrane jak komunikat: “Chcę, żebyś był/a moim pupilem na smyczy”. Dla większości ludzi to dalece nieseksowne, wręcz obraźliwe. Zamiast wyzwolić radosną, animalistyczną energię (do czego dążą praktykujący puppy play), osiągniesz efekt zażenowania i zniesmaczenia. Zamiast merdania ogonem – metaforycznego czy dosłownego – zobaczysz co najwyżej wytrzeszczone ze zdumienia oczy partnera i pytanie: “Serio myślałeś, że to mi się spodoba?!”.
W najlepszym razie taki prezent zostanie uznany za głupi żart. W najgorszym – za sygnał, że pragniesz zdegradować ukochaną osobę do roli posłusznego zwierzątka. Jeśli nie macie ustalonej relacji typu dominacja-uległość z elementami pet play, trzymaj się od takich gadżetów z daleka. Miłość polega na okazywaniu szacunku – a trudno czuć się szanowanym, gdy ktoś każe ci założyć psią maskę i “robić aport”.
Maska do kontroli oddechu – prezent, który dosłownie odbiera dech (i to nie z zachwytu)
Przy poprzednich punktach można było jeszcze dyskutować o złym odczytaniu intencji czy faux pas. Ale maski do kontroli oddechu (tzw. breath control mask) to już zupełnie inny poziom – tu w grę wchodzi realne zagrożenie życia i zdrowia. Taka maska często wygląda jak połączenie kagańca, maski gazowej albo skomplikowanego ustroju z rurkami, którego celem jest ograniczenie dopływu powietrza podczas zbliżenia. Brzmi ekstremalnie? Bo jest ekstremalnie niebezpieczne.
Zabawy z duszeniem (erotic asphyxiation) należą do najbardziej ryzykownych praktyk seksualnych. Eksperci wprost zaznaczają, że nie ma bezpiecznego sposobu na tego typu „igraszki”. Nawet doświadczeni kinksterzy przyznają, że każdy moment ograniczenia oddechu to flirt ze śmiercią – wystarczy chwila za długo bez tlenu, by doszło do utraty przytomności, uszkodzenia mózgu, a nawet zgonu. Statystyki są zatrważające: podduszanie jest powiązane z licznymi przypadkami śmierci, często omyłkowo branymi za samobójstwa czy nieszczęśliwe wypadki. Jeśli dodamy do tego maskę lub gadżet utrudniający oddychanie, ryzyko rośnie, bo trudniej przerwać w porę.
Wręczając ukochanej osobie maskę do kontroli oddechu bez uprzedniego uzgodnienia, ryzykujesz nie tylko jej gniew i strach, ale dosłownie jej życie. Taki prezent mówi: “Chcę przekroczyć absolutne granice bezpieczeństwa”. Nawet jeśli Twoja intencja była inna (np. myślałeś, że to „podkręci emocje”), efekt będzie odwrotny. Poczucie zagrożenia potrafi błyskawicznie zgasić wszelkie pożądanie – organizm zamiast rozkoszy czuje panikę. Nigdy nie kupuj tego typu gadżetu komuś, kto wyraźnie sam cię o to nie poprosił (a nawet wtedy warto się mocno zastanowić, czy na pewno wiecie, co robicie). Pewnych granic w miłości lepiej nie przekraczać, a odbieranie partnerowi oddechu to jedna z nich. Tu naprawdę obowiązuje zasada: jeśli kochasz – nie rób tego.
Pas cnoty – dowód miłości czy średniowieczny dowód nieufności?
Przenosimy się na chwilę w czasy zamków i rycerzy… bo stamtąd chyba pochodzi koncept pasów cnoty. O ile w średniowieczu podobno używano ich, by zapewnić niewierność (choć historycy spierają się, ile w tym prawdy), o tyle dziś pas cnoty znajdziemy co najwyżej w dziale BDSM. Wręczenie ukochanemu mężczyźnie metalowej klatki na genitalia albo założenie partnerce pasa z kłódką to bardzo mocne oświadczenie. Mówi mniej więcej tyle: “Nie ufam ci na tyle, że muszę cię zamknąć pod kluczem, żebyś dochował mi wierności.” Brzmi to fatalnie, prawda? Taki „prezent” z dużym prawdopodobieństwem wywoła kłótnię o brak zaufania w związku. Bo jak inaczej zareagować, gdy ukochana osoba zamiast cieszyć się bliskością proponuje ci… kontrolę rodem z więzienia?
Oczywiście, istnieje kontekst fetyszystyczny, w którym pasy cnoty są używane za obopólną zgodą, jako gra w kontrolę i uległość. Jeżeli oboje jesteście entuzjastami takiej formy podniecenia i jasno to uzgodniliście, pas cnoty może być elementem waszych zabaw (choć i tak wielu specjalistów zaleca ostrożność ze względów higienicznych i zdrowotnych). Kluczowe jest jednak słowo “uzgodniliście”. Bez rozmowy i zgody taki gadżet staje się upokarzający. Zamiast “kocham cię i pragnę”, przekaz brzmi “boję się, że mnie zdradzisz/odejdziesz, więc cię zamknę”.
Podsumowując: chyba że Twój partner sam powiedział Ci, że kręci go fantazja bycia “uwięzionym” przez ukochaną osobę, nie idź w tę stronę. Prawdziwe zaufanie buduje się rozmową i wiernością z wyboru, a nie za pomocą kłódki i kluczyka. W najlepszym wypadku pas cnoty skończy na dnie szuflady jako kuriozum, w najgorszym – mocno nadszarpnie waszą relację.
Zestaw do elektrostymulacji – (elektryzujący) prezent, który może zaboleć
W sexhopach można natknąć się na urządzenia do tzw. electrosexu – specjalne elektrostymulatory, które poprzez elektrody przesyłają prądy o niskim natężeniu dla “ekstra doznań”. Bywają wibratory z elektrodami, nakładki na ciało, a nawet całe generatory impulsów z różnymi końcówkami. Brzmi futurystycznie? Owszem. Czy bezpiecznie? To już zależy – i właśnie dlatego taki gadżet to fatalny kandydat na niespodziankę dla nieświadomego niczego partnera.
Po pierwsze, nie każdy ma ochotę być rażonym prądem podczas seksu – dla wielu osób to granica nie do przekroczenia. Wręczając komuś taki prezent bez uprzedzenia, ryzykujesz, że poczuje się onieśmielony albo wręcz przerażony. Po drugie, elektrostymulacja erotyczna wymaga wiedzy i ostrożności. Niewłaściwe użycie może skończyć się oparzeniem, zaburzeniem rytmu serca, a w skrajnych przypadkach nawet śmiercią. Producenci takich zabawek ostrzegają, by nie używać ich u osób z problemami kardiologicznymi, rozrusznikiem serca, padaczką, itp. Trzeba unikać przepływu prądu przez klatkę piersiową (czyli żadnych elektrod po obu stronach serca), kontrolować natężenie, dbać o dobre kontaktowanie elektrod ze skórą, itd.. Brzmi skomplikowanie i groźnie? No właśnie.
Kupienie partnerowi “zestawu elektro” z nadzieją, że spontanicznie to wypróbujecie, to proszenie się o kłopoty. W najlepszym razie urządzenie będzie zbierać kurz, a obdarowany pomyśli, że kompletnie zwariowałeś, pakując prąd do sypialni. W najgorszym – niewłaściwe użycie skończy się bolesnym poparzeniem w miejscach intymnych albo paniką, gdy mięśnie nagle zaczną się same kurczyć pod wpływem impulsów. To zdecydowanie prezent z serii “tylko dla zaawansowanych”, i to za obopólną zgodą. Jeśli Twój ukochany/ukochana nie wspominał_a słowem, że ciekawią go/ją takie wrażenia – lepiej trzymaj się z dala od gniazdka, a konkretnie od zabawek na prąd. Miłość ma iskrzyć między wami, a nie dosłownie przepływać przez ciało w kontrolowanych woltach.
Dildo konia z wytryskiem – ekstremalna fantazja, której lepiej nie urzeczywistniać
Przechodzimy do kategorii gadżetów tak dziwnych i niszowych, że już samo ich istnienie potrafi wprawić w osłupienie. Dildo konia z wytryskiem to właśnie jeden z takich wynalazków. Mówimy tu o olbrzymim dildo stylizowanym na koński członek, często wyposażonym w zbiorniczek i pompkę, które imitują wytrysk. Ale uwaga: jeżeli Twój partner/partnerka wyraźnie nie wskazał/a, że marzy o takim fetyszu, nigdy nie kupuj czegoś podobnego jako niespodzianki.
Po pierwsze, skala takiego gadżetu jest – cóż – przytłaczająca. Wielkość i wygląd “końskiego” dildo mogą być wręcz odrzucające dla kogoś niewtajemniczonego. Zamiast podniecenia poczuje prawdopodobnie obrzydzenie lub szok. Nawet klasyczne dildo czy wibrator to dość osobisty prezent, który wymaga wyczucia preferencji drugiej osoby. A co dopiero realistyczny odwzorowany koński członek o nienaturalnych rozmiarach! Możesz wywołać kompleksy (“czy on myśli, że potrzebuję aż takiego rozmiaru, bo jego nie wystarcza?”), albo całkowicie zniechęcić partnerkę/partnera do jakichkolwiek zabawek na długo.
Rozwieracz analny – prosto z gabinetu tortur, nie z sypialni
Na koniec prawdziwy „hit” listy rzeczy absolutnie niepożądanych: rozwieracz analny, znany też jako anal speculum. Wygląda jak narzędzie chirurgiczne (bo w istocie jest wzorowane na wziernikach używanych w proktologii czy ginekologii) i służy do rozwarcia odbytu, by móc zajrzeć do środka. Brzmi już na tyle strasznie, że pewnie zastanawiasz się, kto normalny chciałby coś takiego w ogóle mieć, a co dopiero dostać w prezencie. Odpowiedź: miłośnicy ekstremalnych zabaw z kategorii “medical fetish” – to jedyna grupa, której taki gadżet sprawia przyjemność. Cała reszta prawdopodobnie poczuje ciarki na plecach na sam widok.
Jeśli Twój związek opiera się na miłości i zaufaniu, ale nigdy nie zahaczaliście nawet słowem o takie klimaty, to podarowanie partnerowi/partnerce rozwieracza analnego będzie odebrane co najmniej jako żart bardzo złego smaku. W najgorszym razie – jako sygnał, że kompletnie ignorujesz jej/jego granice i chcesz zrealizować własną fantazję kosztem jej/jego komfortu. Taki prezent to jak powiedzenie: “Mam ochotę pobawić się tobą jak lalką medyczną, nieważne czy ty tego chcesz.” Czy to brzmi jak deklaracja miłości? Raczej jak prośba o zerwanie.
Nawet osoby otwarte na eksperymenty w sypialni mają zwykle pewien instynkt samozachowawczy. Widząc metalowy przedmiot do rozwierania ciała, ten instynkt krzyczy “uciekaj!”. I trudno się dziwić – użycie rozwieracza analnego niesie ryzyko bólu, uszkodzenia błony śluzowej, krwawienia, jeśli ktoś nieumiejętnie się nim posługuje. W warunkach medycznych wzierniki stosują profesjonaliści, delikatnie, przy odpowiednim zabezpieczeniu. W warunkach amatorskich… łatwo o wypadek. Oprócz tego dochodzi aspekt psychiczny: wiele osób poczuje się absolutnie upokorzonych i sprowadzonych do roli obiektu, jeśli partner zaproponuje im coś takiego bez ich inicjatywy.
Reasumując, rozwieracz analny to chyba najgorsze, co możesz spontanicznie sprezentować ukochanej osobie. Chyba że twoja druga połówka sama jest fetyszyst(k)ą medycznych klimatów i wcześniej o tym rozmawialiście – ale wtedy to nie będzie dla niej niespodzianka, tylko świadomie wybrany gadżet. W każdym innym przypadku – omijaj szerokim łukiem.
Skórzany zabudowany knebel z lejkiem - fail życia
Knebel z lejkiem brzmi jak gadżet dla odważnych, ale czy to na pewno dobry prezent dla drugiej połówki? Ten skórzany gadżet zakładany na głowę z dołączonym lejkiem pozwala wlewać płyny prosto do ust partnera. Taki rekwizyt rodem z hardkorowego BDSM wymaga absolutnego zaufania oraz wcześniejszej rozmowy o granicach. Wręczony bez przygotowania może wywołać dyskomfort i poczucie upokorzenia zamiast ekscytacji. Druga połówka może się poczuć jak wrzucona w sytuację rodem z horrorów BDSM i niekoniecznie jej/jemu może się spodobać ta idea.
Czarna torba na ciało z pasami - jeśli chcesz szybko zakończyć randkę
Czarna, zapinana na suwak torba na ciało z czterema pasami bardziej przypomina rekwizyt z horroru niż romantyczny prezent. Taki worek unieruchamia partnera od szyi w dół, oddając pełną kontrolę osobie dominującej. Nawet jeśli lubicie eksperymenty, to już prezent z pogranicza nawet BDSM, zahaczający mocno o ekstremum. Lepiej dokładnie przemyśl kupienie tego gadżetu bez konsultacji z drugą połową, ponieważ nie tylko możesz wzbudzić gniew, ale przede wszystkim lęk. W końcu nie każdy chciałby dostać od swojego partnera czarny worek na ciało. Bez wcześniejszego ustalenia, taki podarunek bardzo szybko może zakończyć relację.
Knebel z atrapą ust i pochwy - idealne, żeby pójść z torbami
To ta chwila. Chcesz zaskoczyć swoją drugą połowę. Tym razem stawiasz na coś kontrowersyjnego, coś, co urozmaici wasze igraszki i doda im pikanterii. Cóż, zastanów się dwa razy. Ten kontrowersyjny knebel z atrapą waginy i ust zamienia twarz partnera w żywą zabawkę do seksu oralnego. Taki prezent może wywołać szok i poczucie upodlenia, zwłaszcza jeśli obdarowana osoba nie podziela tak ekstremalnych fantazji. W związku opartym na miłości liczą się szacunek i komfort obojga partnerów. Podarowanie komuś takiego gadżetu może być odebrane jako komunikat: „wolę twoją twarz jako gadżet do spełniania moich fantazji”, co trudno uznać za romantyczny gest. Nawet w związkach otwartych na eksperymenty tak ekstremalne akcesoria powinny pojawiać się wyłącznie za obopólną zgodą po szczerej rozmowie – z pewnością nie jako niespodzianka.
Zanim kupisz – dlaczego komunikacja to najlepszy afrodyzjak
Na koniec najważniejsza zasada: żaden gadżet erotyczny nie zastąpi rozmowy, zaufania i wzajemnego szacunku. Wszystkie powyższe przykłady to prezenty, które okazały się nietrafione głównie dlatego, że zabrakło uprzedniej komunikacji o potrzebach i granicach. Jeśli planujesz urozmaicić życie intymne upominkiem z sexshopu, najpierw delikatnie wybadaj temat. Każdy z nas ma inne fantazje, ale też inne obszary dyskomfortu czy wstydu. To, co dla jednej osoby będzie ekscytujące, dla innej może być nie do pomyślenia – i obie reakcje są w porządku.
Pamiętaj, że kochając kogoś, nie chcesz przekraczać jego/jej granic na siłę. Erotyczne zabawki mogą być cudownym urozmaiceniem, ale pod warunkiem, że obie strony są na tak. Dlatego zamiast ryzykować, że Twój prezent wywoła łzy (bynajmniej nie szczęścia), postaw na szczerość i pytaj wprost (lub podsuń subtelnie pomysły do przedyskutowania). Czasem zwykła rozmowa o fantazjach bywa bardziej podniecająca niż najbardziej wymyślny gadżet – bo buduje intymność i zaufanie, które są fundamentem udanego życia seksualnego.
Jeśli nie masz pewności, co będzie dobrym prezentem erotycznym, rozważ bardziej uniwersalne i łagodne opcje: może elegancka bielizna, zestaw olejków do masażu, gra dla par z wyzwaniami? Albo po prostu wspólna wizyta w sexshopie, gdzie partner/ka sama wskaże, co ją go ciekawi (to bywa ekscytujące dla obu stron!). Najważniejsze, by nikt nie czuł się do niczego zmuszany ani zawstydzany. Bo prawdziwy cel prezentu w miłości jest prosty: ma wywołać uśmiech i przyjemność, a nie szok czy łzy.
