Epidemia chorób wenerycznych w Europie. Przyczyny i 17 najczęstszych chorób.  Wykład nr. 239

Jakie są powody wzrostu zachorowań na STI? Które choroby weneryczne są najniebezpieczniejsze? Poznaj 17 najczęstszych chorób przenoszonych drogą płciową w Europie!

Słuchaj wykładu na naszym kanale Spotify: https://open.spotify.com/episode/4FMsJYMPrNt73n6gxKgqIb?si=9rioYd7xTCWKKtXQltkEKg





Seks wrócił do gry. Choroby weneryczne też

Choroby weneryczne nie są już tematem z zakurzonych podręczników, którym straszyło się nastolatków na biologii. W Europie znów są bardzo aktualne. Według raportów ECDC w krajach UE i EOG rośnie liczba zgłaszanych zakażeń przenoszonych drogą płciową, zwłaszcza rzeżączki, kiły i chlamydiozy. W 2023 roku odnotowano ponad 230 tysięcy przypadków chlamydiozy, niemal 97 tysięcy przypadków rzeżączki i ponad 41 tysięcy przypadków kiły. To nie jest chwilowy szum w statystykach, tylko trend, który pokazuje, że testowanie, profilaktyka i rozmowa o zdrowiu seksualnym nie nadążają za realnym życiem erotycznym Europy.

Największy problem? Wiele infekcji przez długi czas nie daje objawów. Człowiek czuje się świetnie, randkuje, uprawia seks, zmienia partnerów, a zakażenie krąży dalej. Wstyd robi resztę: zamiast testu pojawia się Google, zamiast lekarza forum, zamiast rozmowy z partnerem milczenie. A choroby weneryczne właśnie na tym korzystają najbardziej.

W tym tekście nie będzie moralizowania. Będzie za to konkret: 17 chorób i zakażeń, które realnie pojawiają się w europejskim krajobrazie zdrowia seksualnego. Każda z nich ma inny charakter, inne objawy, inne leczenie i inny poziom widoczności w statystykach. Łączy je jedno: żadna nie znika tylko dlatego, że nie pasuje do romantycznego scenariusza.




Chlamydioza — cicha królowa statystyk, która długo udaje, że jej nie ma

Chlamydioza to dziś jedna z najczęściej raportowanych bakteryjnych infekcji przenoszonych drogą płciową w Europie. Wywołuje ją bakteria Chlamydia trachomatis, a jej największą „supermocą” jest cisza. U wielu osób zakażenie nie daje żadnych objawów albo daje objawy tak dyskretne, że łatwo zrzucić je na podrażnienie, stres, zmianę kosmetyku, infekcję pęcherza albo „coś po seksie”. Może pojawić się pieczenie przy oddawaniu moczu, nietypowa wydzielina, ból podbrzusza, krwawienie po stosunku, dyskomfort w odbycie albo objawy z gardła po seksie oralnym.

Brzmi mało dramatycznie, ale nieleczona chlamydioza może prowadzić do zapalenia narządów miednicy mniejszej, problemów z płodnością, ciąży pozamacicznej, przewlekłego bólu miednicy, a u mężczyzn do zapalenia najądrzy. To właśnie dlatego lekarze tak często powtarzają, że brak objawów nie jest dowodem zdrowia. Przy chlamydiozie test bywa jedynym sposobem, żeby dowiedzieć się, co naprawdę dzieje się w organizmie.

Według danych ECDC w 2023 roku w UE i EOG zgłoszono ponad 230 tysięcy potwierdzonych przypadków chlamydiozy, czyli więcej niż rok wcześniej. Szczególnie często dotyczy młodych dorosłych, zwłaszcza osób w wieku około 20–24 lat, ale nie jest „chorobą studentów” ani „problemem jednej grupy”. Diagnozuje się ją testami molekularnymi z moczu lub wymazów z miejsc kontaktu seksualnego, a leczenie opiera się na antybiotykach. Najważniejszy wniosek dla czytelnika jest prosty: jeśli życie seksualne jest aktywne, testowanie nie jest paniką, tylko higieną.



 Rzeżączka — powrót choroby, która coraz sprytniej wymyka się antybiotykom

Rzeżączka brzmi jak słowo z dawnych ostrzeżeń, ale w europejskich statystykach jest dziś jednym z najbardziej niepokojących tematów. Wywołuje ją bakteria Neisseria gonorrhoeae, która potrafi zakażać cewkę moczową, szyjkę macicy, odbytnicę, gardło i spojówki. Objawy bywają bardzo konkretne: ropna wydzielina, pieczenie przy oddawaniu moczu, ból jąder, ból podbrzusza, krwawienia, ból odbytu albo dyskomfort po seksie oralnym. Ale rzeżączka potrafi też nie dawać żadnych sygnałów, zwłaszcza u kobiet i przy zakażeniach gardła.

Według ECDC w 2023 roku w UE i EOG zgłoszono niemal 97 tysięcy przypadków rzeżączki, co oznaczało wzrost o około jedną trzecią względem poprzedniego roku i ogromny wzrost w porównaniu z ostatnią dekadą. To nie jest tylko problem liczby zakażeń. To także problem oporności na antybiotyki. Rzeżączka od lat uczy się omijać kolejne leki, dlatego lekarze coraz mocniej podkreślają znaczenie diagnostyki, kontroli po leczeniu w określonych sytuacjach i monitorowania oporności.

W praktyce oznacza to, że samoleczenie, resztki antybiotyku z domowej apteczki albo „wezmę coś, co pomogło znajomemu” są wyjątkowo złym pomysłem. Rzeżączka jest uleczalna, ale wymaga właściwego leczenia i odpowiedzialnego podejścia do partnerów seksualnych. To jedna z tych chorób, przy których medycyna nie lubi improwizacji. Im dłużej infekcja krąży nieleczona, tym większe ryzyko powikłań i dalszego rozprzestrzeniania.




 Kiła — choroba z historii, która wróciła i ma się zaskakująco dobrze

Kiła, czyli syfilis, to jedna z tych chorób, które wielu osobom kojarzą się z muzeum medycyny, dawnymi romansami i czarno-białymi rycinami. Tymczasem w Europie znów jest bardzo realna. Wywołuje ją krętek blady, Treponema pallidum, a przebieg kiły potrafi być podstępny. Na początku może pojawić się pojedyncze, twarde, zwykle niebolesne owrzodzenie w miejscu kontaktu seksualnego. I właśnie to „niebolesne” jest zdradliwe, bo wiele osób uznaje, że skoro nie boli, to pewnie samo przejdzie.

Zmiana rzeczywiście może zniknąć, ale choroba nie znika razem z nią. W kolejnym etapie może pojawić się wysypka, także na dłoniach i stopach, powiększone węzły, zmiany w jamie ustnej, gorączka albo etap utajony, w którym nie dzieje się pozornie nic. ECDC raportowało ponad 41 tysięcy przypadków kiły w UE i EOG w 2023 roku, więcej niż rok wcześniej, a liczba zgłoszeń w ostatniej dekadzie wyraźnie wzrosła.

Szczególnie często chorują mężczyźni, w tym mężczyźni mający seks z mężczyznami, ale wzrosty u kobiet pokazują, że myślenie „to mnie nie dotyczy” jest niebezpieczne. Kiłę diagnozuje się badaniami krwi, a leczenie, zwłaszcza we wczesnych stadiach, opiera się na penicylinie. To choroba, którą da się skutecznie leczyć, ale tylko wtedy, gdy zostanie wykryta. Najgorszy scenariusz to nie skandal seksualny, tylko wieloletnie ignorowanie infekcji, która może uderzyć w układ nerwowy, serce, wzrok, słuch i ciążę.



Lymphogranuloma venereum — skrót LGV brzmi niszowo, ale objawy potrafią być brutalne

Lymphogranuloma venereum, czyli LGV, to mniej znana, bardziej inwazyjna postać zakażenia Chlamydia trachomatis, związana z serotypami L1–L3. Nie jest to „zwykła chlamydia w bardziej egzotycznej nazwie”. LGV może dawać poważne zapalenie odbytnicy, ból, krwawienie, śluzową lub ropną wydzielinę, parcie na stolec, zaparcia i powiększone węzły chłonne. Problem polega na tym, że objawy łatwo pomylić z hemoroidami, chorobami jelit albo mechanicznym podrażnieniem po seksie analnym.

W europejskich danych LGV pojawia się przede wszystkim wśród mężczyzn mających seks z mężczyznami, często w kontekście innych STI i zakażenia HIV. W 2023 roku ECDC raportowało ponad 3 tysiące przypadków LGV w krajach UE i EOG, co oznaczało wyraźny wzrost względem poprzedniego roku. Diagnostyka wymaga testów molekularnych i rozróżnienia, czy chodzi o klasyczne zakażenie chlamydią, czy właśnie o LGV.

Leczenie jest dłuższe niż przy standardowej chlamydiozie i zwykle opiera się na doksycyklinie przez 21 dni. Krwawienie, silny ból odbytu, wydzielina albo uporczywe objawy po seksie analnym nie są czymś, co warto „rozchodzić”. To sygnał do diagnostyki, nie do wstydu. W świecie współczesnej seksualności odbyt również jest miejscem, które wymaga takiej samej medycznej uwagi jak gardło, penis, pochwa czy szyjka macicy.



HIV — dziś nie musi oznaczać wyroku, ale późna diagnoza nadal jest wielkim problemem

HIV to infekcja, która w ostatnich dekadach przeszła ogromną zmianę społeczną i medyczną. Dzięki terapii antyretrowirusowej osoby żyjące z HIV mogą żyć długo, normalnie i seksualnie aktywnie. Przy skutecznym leczeniu i niewykrywalnej wiremii wirus nie przenosi się drogą seksualną. To jedna z najważniejszych wiadomości współczesnej medycyny seksualnej.

Ale jest druga strona: żeby leczenie działało, trzeba wiedzieć o zakażeniu. Wczesna infekcja HIV może przypominać grypę lub mononukleozę: gorączka, ból gardła, wysypka, powiększone węzły, osłabienie. Potem przez lata może nie być wyraźnych objawów, a wirus stopniowo uszkadza układ odpornościowy. Raporty ECDC i WHO pokazują, że w Europie nadal ogromnym problemem są późne diagnozy. Oznacza to, że wiele osób dowiaduje się o HIV dopiero wtedy, gdy układ odpornościowy jest już mocno osłabiony.

Testy są szybkie, dostępne, a w Polsce można je wykonać anonimowo i bezpłatnie w punktach konsultacyjno-diagnostycznych. Profilaktyka obejmuje prezerwatywy, PrEP dla osób o zwiększonym ryzyku, PEP po ryzykownym kontakcie oraz regularne testowanie. HIV przestał być wyrokiem, ale wciąż jest infekcją, której nie wolno przegapić. W 2026 roku największym problemem nie jest już brak leczenia, tylko brak diagnozy na czas.



 Opryszczka genitalna — pęcherzyki to tylko mały fragment większej historii

Opryszczka genitalna jest wywoływana przez wirusy HSV-2 i HSV-1. Kiedyś HSV-1 kojarzono głównie z „zimnem” na ustach, ale dziś coraz częściej odpowiada również za opryszczkę narządów płciowych, zwłaszcza po seksie oralnym. Objawy mogą być bolesne i bardzo stresujące: pęcherzyki, nadżerki, owrzodzenia, pieczenie, ból przy oddawaniu moczu, gorączka i powiększone węzły przy pierwszym epizodzie.

Ale wirus potrafi też siedzieć cicho i przenosić się wtedy, gdy nie ma widocznych zmian. To jedna z największych pułapek opryszczki. Osoba zakażona może nie wiedzieć, że jest zakażona, a partner może nie widzieć żadnego ryzyka. Diagnostyka najlepiej sprawdza się wtedy, gdy można pobrać wymaz ze świeżej zmiany i wykonać PCR. Leczenie nie usuwa wirusa z organizmu, ale leki przeciwwirusowe, takie jak acyklowir czy walacyklowir, skracają epizody, łagodzą objawy i mogą zmniejszać ryzyko nawrotów oraz transmisji.

W UE nie ma tak precyzyjnego nadzoru nad opryszczką jak nad chlamydią czy rzeżączką, dlatego trzeba ostrożnie mówić o trendach. Wiadomo jednak, że HSV jest powszechny, a zmiana wzorców seksualnych, w tym seks oralny bez zabezpieczenia, wpływa na obraz zakażeń genitalnych. Opryszczka nie jest powodem do piętna, ale jest powodem do rozmowy, diagnostyki i świadomego zarządzania nawrotami.



Kłykciny kończyste — brodawki, które wyglądają niewinnie, ale potrafią rozwalić komfort psychiczny

Kłykciny kończyste to najczęściej efekt zakażenia niskoonkogennymi typami HPV, przede wszystkim HPV 6 i 11. Nie są zwykle zmianami nowotworowymi, ale potrafią bardzo mocno wpływać na życie seksualne, samoocenę i poczucie atrakcyjności. Wyglądają jak miękkie grudki, brodawki albo kalafiorowate zmiany w okolicy sromu, penisa, odbytu, pachwin, pochwy lub kanału odbytu. Czasem swędzą, pieką, krwawią po seksie, a czasem po prostu są i wywołują panikę.

Rozpoznanie zwykle stawia lekarz na podstawie wyglądu zmian, czasem potrzebna jest biopsja, jeśli obraz jest nietypowy. Leczenie może obejmować preparaty miejscowe, krioterapię, laser, elektrokoagulację albo usunięcie chirurgiczne. Problem w tym, że usunięcie brodawki nie zawsze oznacza natychmiastowe „zamknięcie tematu”, bo wirus może utrzymywać się w skórze.

Najważniejszą profilaktyką jest szczepienie przeciw HPV, najlepiej przed rozpoczęciem życia seksualnego, ale korzyści mogą odnosić także osoby starsze po konsultacji z lekarzem. W krajach z wysoką wyszczepialnością spada liczba kłykcin w młodych populacjach, co pokazuje, że profilaktyka naprawdę zmienia krajobraz zdrowia seksualnego. To nie jest temat „estetyczny”. To temat ciała, komfortu, relacji i lęku, który można ograniczyć wiedzą oraz szczepieniem.



 Onkogenny HPV — wirus, który nie musi boleć, żeby po latach zrobić dramat

Wysokoonkogenne typy HPV, zwłaszcza HPV 16 i 18, są jednymi z najważniejszych wirusów w zdrowiu seksualnym, choć często nie dają żadnych objawów. To właśnie w tym tkwi ich siła. Nie ma bólu, nie ma wydzieliny, nie ma pieczenia, nie ma „czegoś dziwnego” po seksie, a mimo to zakażenie może utrzymywać się w organizmie i prowadzić do zmian przedrakowych oraz nowotworów szyjki macicy, odbytu, sromu, penisa, pochwy i części nowotworów głowy i szyi.

HPV jest ekstremalnie powszechny; większość aktywnych seksualnie osób zetknie się z nim w ciągu życia. U wielu infekcja ustępuje samoistnie, ale u części staje się przewlekła i wtedy zaczyna się problem. Nie ma leczenia, które po prostu „usuwa HPV” z organizmu, ale są skuteczne sposoby wykrywania i leczenia skutków zakażenia: test HPV HR, cytologia, kolposkopia, biopsja i leczenie zmian przedrakowych.

ECDC wskazuje, że programy szczepień przeciw HPV w Europie przynoszą już widoczne efekty: spadki zakażeń typami szczepionkowymi, mniej kłykcin i mniej zmian przedrakowych w zaszczepionych populacjach. To jeden z najważniejszych przykładów, że profilaktyka seksualna nie jest teorią, tylko realnym narzędziem ograniczania nowotworów. HPV nie pyta o styl życia ani o liczbę partnerów w sposób, w jaki lubi to robić internet. HPV po prostu korzysta z bliskiego kontaktu skóry i śluzówek.



 Rzęsistkowica — infekcja, którą wiele osób myli z „dziwnym zapachem” albo zwykłym podrażnieniem

Rzęsistkowicę wywołuje pierwotniak Trichomonas vaginalis. Globalnie jest to jedna z najczęstszych niewirusowych infekcji przenoszonych drogą płciową, ale w europejskich statystykach bywa słabiej widoczna niż chlamydioza, rzeżączka czy kiła. U kobiet może powodować pieniste lub obfite upławy, nieprzyjemny zapach, świąd, pieczenie, ból przy oddawaniu moczu i ból podczas seksu. U mężczyzn często przebiega bezobjawowo albo daje delikatne objawy zapalenia cewki. Właśnie dlatego łatwo ją przeoczyć i przenosić dalej.

Diagnostyka może obejmować badanie mikroskopowe, testy antygenowe lub testy molekularne, a leczenie opiera się na metronidazolu lub tynidazolu. Ważne jest leczenie obu partnerów, bo inaczej infekcja może wracać jak bumerang. W UE dane trendowe są mniej jednoznaczne, bo nadzór nad rzęsistkowicą nie jest tak dobrze ujednolicony jak nad głównymi bakteryjnymi STI. To nie znaczy, że problem jest marginalny. Raczej oznacza, że część zakażeń żyje poza oficjalnym radarem.

Najważniejsze jest to, żeby nie normalizować przewlekłych upławów, zapachu, pieczenia i bólu po seksie. Intymny dyskomfort nie jest „urodą organizmu”, tylko informacją, że warto zrobić badania. Rzęsistkowica jest uleczalna, ale nie zniknie od przypadkowej globulki kupionej w panice. Potrzebuje właściwej diagnozy, leczenia i potraktowania partnerów seksualnych jako części całej układanki.



 Mycoplasma genitalium — mała bakteria, która robi duży problem z leczeniem

Mycoplasma genitalium jeszcze niedawno była tematem głównie dla specjalistów, ale dziś coraz częściej pojawia się w rozmowach o nowoczesnej diagnostyce STI. To bakteria, która może powodować nierzeżączkowe zapalenie cewki moczowej, zapalenie szyjki macicy, ból podbrzusza, krwawienia po stosunku, pieczenie przy oddawaniu moczu i część przypadków zapalenia narządów miednicy mniejszej. Może też nie dawać wyraźnych objawów.

Największym problemem jest jednak nie tylko samo zakażenie, ale narastająca oporność na antybiotyki. W wielu krajach europejskich lekarze coraz częściej podkreślają, że Mycoplasma genitalium nie powinna być leczona „na ślepo”, bo niewłaściwe antybiotyki mogą pogłębiać problem oporności. Diagnostyka opiera się na testach molekularnych, najlepiej takich, które pozwalają ocenić oporność na makrolidy.

W UE nie ma jeszcze jednolitego pełnego nadzoru nad tą infekcją, ale dane krajowe, m.in. z Wielkiej Brytanii i Danii, pokazują, że rozpoznania oraz oporność są poważnym wyzwaniem. To jest choroba naszych czasów: mało medialna, trudniejsza w leczeniu niż „klasyczne” infekcje i bardzo zależna od odpowiedzialnego używania antybiotyków. Jeśli po leczeniu „zwykłego zapalenia cewki” objawy wracają, warto zapytać lekarza o diagnostykę w tym kierunku.



 WZW B — wirus wątroby, który bardzo dobrze zna drogę przez seks

Wirusowe zapalenie wątroby typu B, czyli HBV, często kojarzy się z krwią, zabiegami medycznymi albo igłami, ale transmisja seksualna jest bardzo ważną drogą zakażenia. HBV znajduje się we krwi i płynach ustrojowych, a do zakażenia może dojść podczas seksu waginalnego, analnego i innych kontaktów z narażeniem na płyny lub mikrourazy. Ostre zakażenie może przebiegać z osłabieniem, nudnościami, bólem brzucha, utratą apetytu, ciemnym moczem, jasnym stolcem i żółtaczką, ale część osób nie ma wyraźnych objawów.

Największe ryzyko dotyczy zakażenia przewlekłego, które może prowadzić do marskości i raka wątroby. Diagnostyka polega na badaniach krwi, które pozwalają ocenić, czy ktoś jest zakażony, odporny po szczepieniu albo po przebytym zakażeniu. Leczenie ostrego WZW B jest zwykle objawowe, natomiast przewlekłe zakażenie może wymagać terapii przeciwwirusowej i regularnej kontroli.

W Europie ogólny obraz HBV jest bardziej złożony niż przy chlamydii czy rzeżączce, bo część zgłoszeń dotyczy zakażeń przewlekłych wykrytych po latach. Najważniejsza informacja praktyczna brzmi jednak bardzo jasno: przeciw HBV istnieje skuteczna szczepionka. W świecie STI to ogromna przewaga, bo nie każdej chorobie wenerycznej można tak skutecznie przeciąć drogę. Jeśli ktoś myśli o zdrowiu seksualnym długofalowo, status szczepienia przeciw HBV powinien być tak samo oczywisty jak pytanie o prezerwatywy czy testy.




1WZW C — nie zawsze klasyczna choroba weneryczna, ale w seksie też potrafi się pojawić

Wirusowe zapalenie wątroby typu C, czyli HCV, jest przede wszystkim zakażeniem przenoszonym przez kontakt z krwią. Dlatego przez lata nie było omawiane w edukacji seksualnej tak intensywnie jak HIV, kiła czy rzeżączka. Ale to nie znaczy, że seks nie ma znaczenia. Ryzyko transmisji seksualnej HCV rośnie przy praktykach, w których może dojść do kontaktu z krwią, mikrourazów, seksu analnego, współistniejących STI, chemseksu lub kontaktów w określonych sieciach seksualnych.

Ostre zakażenie często nie daje objawów albo daje objawy niespecyficzne: zmęczenie, osłabienie, ból brzucha, nudności. Przewlekłe HCV może przez lata niszczyć wątrobę po cichu. Dobra wiadomość jest taka, że nowoczesne leczenie lekami przeciwwirusowymi pozwala wyleczyć zdecydowaną większość zakażeń. Diagnostyka obejmuje test przeciwciał i potwierdzenie aktywnego zakażenia badaniem RNA HCV.

W raportach ECDC liczba zgłoszeń HCV w UE i EOG jest znacząca, ale interpretacja trendów wymaga ostrożności, bo statystyki obejmują zarówno zakażenia świeże, jak i przewlekłe rozpoznane po latach. Kluczowe jest to, żeby nie myśleć o HCV wyłącznie kategorią „to dotyczy innych”. Jeśli był kontakt z krwią, ryzykowny seks, wspólne akcesoria mogące naruszać skórę albo inna ekspozycja, test ma sens. Seks nie jest główną drogą HCV u wszystkich, ale w niektórych kontekstach może stać się bardzo realną drogą transmisji.



WZW A — jelitowy wirus, który potrafi wejść do sypialni bocznymi drzwiami

Wirusowe zapalenie wątroby typu A, czyli HAV, nie przechodzi w zakażenie przewlekłe, ale potrafi bardzo mocno rozłożyć człowieka na tygodnie. Najczęściej kojarzy się z drogą pokarmową, brudnymi rękami, jedzeniem i podróżami, ale w Europie opisywano także ogniska związane z kontaktami seksualnymi, szczególnie wśród mężczyzn homoseksualnych. W kontekście seksualnym znaczenie mają praktyki, w których dochodzi do kontaktu oralno-analnego lub kontaktu z okolicą odbytu.

Objawy HAV to złe samopoczucie, gorączka, brak apetytu, nudności, ból brzucha, ciemny mocz i żółtaczka. Leczenie jest głównie objawowe, bo organizm zwykle sam zwalcza zakażenie, ale choroba może być bardzo uciążliwa, a u osób z chorobami wątroby bardziej niebezpieczna. Najważniejszą profilaktyką jest szczepienie.

WZW A przypomina, że zdrowie seksualne nie kończy się na penisie, pochwie i odbycie jako „narządach płciowych”. Seks to kontakt ciał, śluzówek, skóry, płynów i mikroorganizmów. Jeśli wirus może skorzystać z tej bliskości, często to zrobi. To także dobry przykład, że część infekcji nie mieści się w prostym podziale na „weneryczne” i „nieweneryczne”. W praktyce liczy się droga transmisji, a nie etykietka.



Mpox — wysypka, która zmieniła europejską rozmowę o seksie

Mpox, dawniej szerzej znany jako monkeypox, nie jest klasyczną chorobą weneryczną w starym rozumieniu tego słowa. Jednak od dużych ognisk w 2022 roku stał się ważnym elementem medycyny seksualnej w Europie, bo wiele transmisji następowało podczas bliskiego kontaktu seksualnego, zwłaszcza w sieciach MSM. Objawy obejmują gorączkę, osłabienie, bóle mięśni, powiększone węzły chłonne oraz zmiany skórne lub śluzówkowe.

Te zmiany mogą pojawić się w okolicy genitaliów, odbytu, ust, dłoni albo innych części ciała. Bywają bolesne i mogą być mylone z opryszczką, kiłą, podrażnieniem, zapaleniem mieszków włosowych albo „czymś po depilacji”. Diagnostyka opiera się na PCR z materiału ze zmian. Leczenie najczęściej jest wspierające, choć w cięższych przypadkach potrzebne jest postępowanie specjalistyczne.

W Europie po dużej fali mpox nie zniknął całkowicie, a ECDC nadal monitoruje sytuację. Profilaktyka obejmuje rozpoznawanie objawów, unikanie bliskiego kontaktu przy podejrzanych zmianach, diagnostykę oraz szczepienie w grupach zwiększonego ryzyka. Mpox nauczył Europę czegoś ważnego: nowe lub „nietypowe” infekcje mogą bardzo szybko wejść w obieg seksualny, jeśli znajdą sieć bliskich kontaktów. W świecie aplikacji, podróży i szybkich spotkań lokalny problem może błyskawicznie stać się międzynarodowy.



Mięczak zakaźny — perełkowe grudki, które nie są tylko dziecięcą przypadłością

Mięczak zakaźny wywołuje wirus Molluscum contagiosum. U dzieci często przenosi się przez zwykły kontakt skóra do skóry, ale u dorosłych zmiany w okolicy genitalnej często mają związek z kontaktem seksualnym. Wyglądają dość charakterystycznie: małe, kopulaste, gładkie, perłowe grudki z pępkowatym zagłębieniem w środku. Zwykle nie bolą, czasem swędzą, czasem ulegają podrażnieniu, ale najczęściej budzą niepokój estetyczny i pytanie: „co to jest i czy mogę kogoś zarazić?”.

Rozpoznanie zwykle jest kliniczne, czyli lekarz ocenia wygląd zmian. Część przypadków może ustępować samoistnie, ale w okolicy genitalnej często rozważa się leczenie miejscowe lub zabiegowe, np. łyżeczkowanie, krioterapię albo inne metody usuwania zmian. Europejskie dane epidemiologiczne nie są tu tak szczegółowe jak przy chlamydiozie czy rzeżączce, bo mięczak nie ma takiego samego systemu raportowania.

To jednak nie oznacza, że jest nieważny. U dorosłej osoby zmiany genitalne są dobrym powodem, by przy okazji pomyśleć o pełniejszej diagnostyce STI. Małe grudki mogą być małym problemem, ale mogą też być sygnałem, że organizm miał kontakt z ryzykiem, którego nie warto ignorować. Mięczak to przykład infekcji, która medycznie często nie jest dramatem, ale psychologicznie potrafi mocno uderzyć w poczucie atrakcyjności i swobody seksualnej.



Świerzb — nocny świąd, który potrafi przejść z łóżka do całego domu

Świerzb nie jest chorobą przenoszoną wyłącznie drogą płciową, ale u dorosłych bardzo często rozprzestrzenia się przez długi, bliski kontakt skóra do skóry, a seks idealnie spełnia ten warunek. Wywołuje go pasożyt Sarcoptes scabiei, czyli świerzbowiec ludzki. Najbardziej charakterystycznym objawem jest silny świąd, który nasila się nocą. Do tego mogą dochodzić grudki, przeczosy, drobne ranki i charakterystyczne korytarzyki w skórze.

Zmiany mogą pojawiać się między palcami, na nadgarstkach, w okolicy pępka, pośladków, narządów płciowych i fałdów skórnych. U części osób świerzb bywa mylony z alergią, egzemą, podrażnieniem po kosmetykach albo reakcją na proszek do prania. Problem w tym, że im dłużej trwa nierozpoznany, tym łatwiej przenosi się na partnerów, domowników i osoby z bliskiego otoczenia.

Leczenie obejmuje preparaty przeciwpasożytnicze stosowane na skórę, czasem leki doustne, a także równoczesne leczenie osób z bliskiego kontaktu. Ważne jest też pranie pościeli, ręczników i ubrań zgodnie z zaleceniami lekarza. Świerzb pokazuje, że zdrowie seksualne to nie tylko wirusy i bakterie. Czasem problemem jest pasożyt, który wykorzystuje dokładnie to, co w seksie najbardziej naturalne: bliskość, dotyk i kontakt skóry ze skórą.



 Wszawica łonowa — stary pasożyt, który wcale nie zniknął z sypialni

Wszawica łonowa wielu osobom wydaje się reliktem przeszłości. Tymczasem nadal pojawia się w gabinetach dermatologicznych, wenerologicznych i ginekologicznych. Wywołuje ją wesz łonowa, czyli pasożyt bytujący najczęściej w owłosieniu okolic intymnych. Może przenosić się podczas kontaktu seksualnego, ale także przez bardzo bliski kontakt fizyczny, rzadziej przez wspólne ręczniki, pościel czy bieliznę.

Najbardziej typowym objawem jest uporczywy świąd okolicy łonowej. Czasem widać drobne ranki po drapaniu, niebieskawe plamki na skórze albo gnidy przyczepione do włosów. U części osób sama myśl o pasożycie wywołuje większy stres niż objawy, dlatego temat często wiąże się z silnym wstydem. A wstyd, jak zwykle przy STI, działa na korzyść problemu.

Leczenie polega na zastosowaniu odpowiednich preparatów przeciwpasożytniczych i zadbaniu o rzeczy, które mogły mieć kontakt z pasożytem. Ważne jest także poinformowanie partnerów seksualnych, bo inaczej problem może szybko wrócić. Wszawica łonowa nie mówi nic o „braku higieny” czy wartości człowieka. Mówi tylko tyle, że doszło do kontaktu z pasożytem. Im szybciej zostanie rozpoznana, tym łatwiej ją zamknąć bez niepotrzebnego dramatu.



Dlaczego zachorowań jest coraz więcej? To nie jedna przyczyna, tylko cały seksualny ekosystem

Wzrost liczby chorób wenerycznych w Europie nie ma jednej prostej przyczyny. To raczej efekt kilku zjawisk, które spotkały się w tym samym czasie. Seks jest bardziej dostępny, szybciej organizowany, częściej anonimowy i mocniej wspierany przez aplikacje randkowe. Ludzie podróżują, zmieniają miasta, żyją między krajami, a sieci kontaktów seksualnych są dziś znacznie bardziej dynamiczne niż dwie dekady temu.

Do tego dochodzi spadek lęku przed HIV, który sam w sobie jest dobrą wiadomością, bo wynika z postępu medycyny. Ale w praktyce część osób utożsamiła „HIV można leczyć” z „seks bez zabezpieczenia jest mniej ryzykowny”. Tymczasem chlamydia, rzeżączka, kiła, opryszczka, HPV czy pasożyty nie zniknęły. One po prostu korzystają z tego, że prezerwatywa bywa coraz częściej traktowana jako opcja, a nie standard.

Drugim czynnikiem jest lepsze testowanie. Jeśli więcej osób się bada, więcej przypadków zostaje wykrytych. To częściowo tłumaczy wzrost statystyk, ale nie wyjaśnia wszystkiego. ECDC wskazuje, że w przypadku rzeżączki i kiły dynamika wzrostu jest na tyle wyraźna, że nie można zrzucić jej wyłącznie na większą wykrywalność.

Trzeci element to bezobjawowość. Wiele STI może krążyć miesiącami bez wyraźnych sygnałów. Człowiek nie czuje się chory, więc nie widzi powodu do testu. A jeśli infekcja nie boli, nie piecze i nie przeszkadza w seksie, bardzo łatwo uznać, że problem nie istnieje.




Kiedy test nie jest przesadą, tylko rozsądkiem?

  • po seksie bez prezerwatywy z nowym partnerem lub partnerką
  • po informacji, że partner albo partnerka ma STI
  • przy pieczeniu, upławach, wydzielinie, bólu jąder, bólu podbrzusza lub krwawieniu po seksie
  • przy owrzodzeniach, pęcherzykach, brodawkach, grudkach albo wysypce w okolicach intymnych
  • po seksie oralnym lub analnym, jeśli pojawia się ból gardła, ból odbytu, wydzielina albo krwawienie
  • przed rozpoczęciem relacji bez prezerwatyw
  • regularnie, jeśli masz wielu partnerów seksualnych
  • w ciąży lub przed planowaną ciążą