
Czy da się zrezygnować całkowicie z seksu? Jak to zrobić? Kiedy jest to zdrowa decyzja? Przeczytaj najnowszy artykuł na Uniwersytecie Erotycznym Sexshop.com.pl
Czy da się naprawdę zrezygnować z seksu raz na zawsze — bez frustracji, bez poczucia straty i bez zamieniania własnego życia w niekończącą się walkę z libido? Tak, można żyć bez seksu partnerskiego przez wiele lat, a nawet przez całe życie. Nie istnieje jednak magiczny przycisk, który wyłącza pożądanie, fantazje, potrzebę bliskości i podatność na zmianę zdania. Dlatego decyzja o trwałej abstynencji seksualnej nie zaczyna się w sypialni. Zaczyna się od uczciwej odpowiedzi na pytanie, czego właściwie chcesz przestać doświadczać: kontaktu z drugim człowiekiem, presji związanej z randkowaniem, ryzyka, rozczarowań, penetracji, orgazmu, masturbacji, a może całej kultury, która próbuje wmówić nam, że udane życie musi być regularnie „potwierdzane” w łóżku.
W czasach aplikacji randkowych, relacji bez definicji, przebodźcowania i popularnych w mediach społecznościowych „celibacy eras” rezygnacja z seksu bywa przedstawiana jak emocjonalny detoks. Dla jednych jest chwilową przerwą po rozstaniu. Dla innych świadomym stylem życia, wyborem religijnym, sposobem ochrony granic albo naturalną konsekwencją aseksualności. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy decyzja nie wynika z wolności, lecz ze strachu, wstydu, traumy, depresji, przymusu lub chęci ukarania własnego ciała.
Najpierw brutalna prawda: „na zawsze” nie jest datą w kalendarzu
Ludzie lubią decyzje ostateczne, ponieważ dają poczucie porządku. „Nigdy więcej nie będę uprawiać seksu” brzmi znacznie mocniej niż „na razie nie chcę”. W praktyce jednak całe życie składa się z aktualizowanych wyborów. Nie podpisujesz umowy ze swoją przyszłą wersją. Możesz jedynie zdecydować, co robisz dziś, jutro i w kolejnych sytuacjach, które dopiero się pojawią.
To nie osłabia decyzji. Przeciwnie — czyni ją bardziej realistyczną. Trwała abstynencja nie polega na tym, że przez następne czterdzieści lat codziennie zaciskasz zęby. Polega na zbudowaniu życia, w którym seks nie jest potrzebny do regulowania emocji, uzyskiwania potwierdzenia własnej atrakcyjności, utrzymywania relacji za wszelką cenę ani zagłuszania samotności.
Warto również pamiętać, że zdrowie seksualne nie oznacza obowiązku bycia aktywną lub aktywnym seksualnie. Światowa Organizacja Zdrowia opisuje je szeroko jako dobrostan fizyczny, emocjonalny, psychiczny i społeczny związany z seksualnością, oparty na szacunku, bezpieczeństwie oraz wolności od przymusu, dyskryminacji i przemocy. W tej definicji mieści się zarówno satysfakcjonujący seks, jak i świadoma decyzja, by go nie uprawiać.
Chcesz zrezygnować z seksu czy uciec od tego, co wydarza się wokół niego?
Najważniejsze pytanie nie brzmi: „Jak przestać?”. Brzmi: „Dlaczego chcę przestać?”. Dwie osoby mogą podjąć identyczną decyzję i znajdować się w zupełnie innym miejscu psychicznym. Jedna czuje ulgę, odzyskuje czas i wreszcie żyje zgodnie ze sobą. Druga zamyka się po przemocy, zdradzie albo serii upokorzeń i nazywa odrętwienie świadomym wyborem, ponieważ w ten sposób łatwiej jej odzyskać poczucie kontroli.
Zanim ogłosisz dożywotni celibat, odpowiedz sobie bez cenzury:
-
Czy myśl o życiu bez seksu przynosi mi spokój, czy raczej napięcie i poczucie kary?
-
Czy rezygnuję z seksu, ponieważ naprawdę go nie chcę, czy dlatego, że boję się odrzucenia, zakażenia, ciąży, bólu albo utraty kontroli?
-
Czy mam dość samej aktywności seksualnej, czy przede wszystkim randkowania, presji, niejasnych relacji i emocjonalnego chaosu?
-
Czy decyzja jest moja, czy wynika z oczekiwań partnera, rodziny, wspólnoty religijnej albo środowiska?
-
Czy bez seksu nadal dopuszczam czułość, flirt, romantyczność, masturbację, fantazje i korzystanie z gadżetów erotycznych?
-
Czy potrafię wyobrazić sobie dobre życie bez seksu, czy jedynie życie dobrze zabezpieczone przed zranieniem?
Nie musisz znać wszystkich odpowiedzi od razu. Już samo rozróżnienie między wyborem a ucieczką zmienia perspektywę. Zdrowa granica brzmi: „Nie chcę tego, więc tego nie robię”. Granica oparta na lęku częściej brzmi: „Nie mogę dopuścić, żeby kiedykolwiek jeszcze coś poczuć”. Z zewnątrz oba zachowania mogą wyglądać podobnie, ale ich koszt psychiczny bywa zupełnie inny.
Celibat, abstynencja i aseksualność: trzy słowa, których nie warto wrzucać do jednego łóżka
Abstynencja seksualna opisuje zachowanie: ktoś nie podejmuje określonych aktywności seksualnych. Może trwać tydzień, rok albo całe życie. Celibat zwykle oznacza bardziej trwałe, świadome zobowiązanie do niepodejmowania współżycia, czasem również do pozostawania poza małżeństwem lub związkiem. Bywa motywowany religijnie, filozoficznie, politycznie albo osobistym wyborem.
Aseksualność nie jest natomiast postanowieniem ani programem samodyscypliny. Odnosi się do niewielkiego lub nieobecnego pociągu seksualnego wobec innych osób i jest opisywana jako spektrum. Osoba aseksualna może nie uprawiać seksu, ale może też go uprawiać, masturbować się, lubić bliskość, tworzyć romantyczne relacje albo odczuwać pobudzenie fizjologiczne. Samo zachowanie nie definiuje orientacji.
Przegląd badań opublikowany w „Archives of Sexual Behavior” wskazuje, że nie ma wystarczających podstaw, by klasyfikować aseksualność jako zaburzenie psychiczne lub zaburzenie pożądania. Autorzy opisują ją jako zróżnicowane zjawisko, które prawdopodobnie spełnia warunki orientacji seksualnej.
Nie musisz zatem nazywać się osobą aseksualną tylko dlatego, że nie chcesz seksu. Nie musisz też wybierać słowa „celibat”, jeżeli kojarzy ci się z religijnym ślubowaniem. Możesz po prostu powiedzieć: „Nie podejmuję seksu partnerskiego”. Język ma pomagać wyznaczać granice, a nie zamykać cię w etykiecie, której później będziesz bronić przed samą lub samym sobą.
Co właściwie nazywasz seksem? Bez tej odpowiedzi twój plan szybko się rozsypie
Dla jednej osoby seks oznacza penetrację. Dla innej każdy celowy kontakt genitalny. Ktoś uzna seks oralny za seks, lecz wzajemną masturbację za „zabawę”. Ktoś inny włączy do definicji sexting, cyberseks, erotyczne masaże, wspólne korzystanie z zabawek lub nawet intensywny flirt. Nie istnieje jedna prywatna definicja, która będzie pasowała wszystkim.
To ważne nie tylko filozoficznie, ale bardzo praktycznie. Gdy granica jest mglista, łatwo znaleźć się w sytuacji, w której jedna osoba sądzi, że respektuje abstynencję, a druga czuje, że została przekroczona. Samo hasło „bez seksu” nie wyjaśnia, czy dozwolone jest całowanie, spanie w jednym łóżku, nagość, dotykanie piersi, genitaliów albo pośladków, masturbacja przy partnerze, używanie gadżetów erotycznych, wysyłanie nagich zdjęć czy rozmowy erotyczne.
Organizacje zajmujące się edukacją seksualną zwracają uwagę, że abstynencja może oznaczać różne zakresy zachowań, a niektóre aktywności nieprowadzące do ciąży nadal mogą przenosić infekcje drogą kontaktu skóra do skóry albo przez płyny ustrojowe. Dlatego własną definicję trzeba budować nie tylko wokół moralnego „tak” lub „nie”, ale również wokół realnego ryzyka i świadomej zgody.
Najprostsza zasada brzmi: określ granicę tak konkretnie, by druga osoba nie musiała jej interpretować. „Nie uprawiam seksu” jest początkiem rozmowy. „Nie chcę penetracji, seksu oralnego ani kontaktu genitalnego; lubię natomiast przytulanie i pocałunki” jest informacją, na podstawie której da się zbudować bezpieczną relację.
Czy brak seksu szkodzi zdrowiu? Internet bardzo chce, żebyś tak myślał
W sieci łatwo natrafić na teksty sugerujące, że seks działa jak obowiązkowy suplement: poprawia sen, nastrój, odporność, kondycję serca, wygląd skóry i długość życia. Część badań rzeczywiście pokazuje związki między aktywnością seksualną, satysfakcją relacyjną i dobrostanem. Związek nie oznacza jednak automatycznie przyczyny. Osoby zdrowsze, mniej zestresowane i znajdujące się w dobrych relacjach mogą częściej uprawiać seks, zamiast stawać się zdrowe wyłącznie dlatego, że go uprawiają.
Jedno z szeroko komentowanych badań wykazało, że w parach częstotliwość seksu wiązała się z większym dobrostanem mniej więcej do poziomu jednego zbliżenia tygodniowo, ale częstszy seks nie dawał dalszego wzrostu deklarowanego szczęścia. Autorzy i komentatorzy podkreślali jednak korelacyjny charakter wyników oraz brak uniwersalnej „normy”. Co więcej, eksperyment, w którym proszono pary o zwiększenie częstotliwości współżycia, nie pokazał prostego wzrostu szczęścia; wymuszona częstotliwość mogła obniżać spontaniczność i przyjemność.
Nie istnieje jedna uniwersalna liczba zbliżeń, którą trzeba osiągać dla zachowania dobrostanu. Brak seksu sam w sobie nie jest chorobą. Organizm nie „cierpi” od niewykorzystanego libido, a narządy płciowe nie przestają działać tylko dlatego, że nie są używane w kontakcie partnerskim.
Mogą natomiast pojawiać się skutki pośrednie, jeśli seks był dotąd głównym źródłem bliskości, dotyku, odprężenia, potwierdzenia własnej wartości lub więzi z partnerem. Wtedy problemem nie jest brak aktu seksualnego, lecz utrata funkcji, którą ten akt pełnił.
Libido nie dostało wypowiedzenia. Co zrobić z pożądaniem, kiedy nie chcesz seksu?
Decyzja o abstynencji nie zawsze zmniejsza libido. Możesz nie chcieć seksu z innymi i nadal doświadczać pobudzenia, fantazji, nocnych reakcji fizjologicznych, erekcji, nawilżenia, potrzeby orgazmu albo erotycznych snów. To nie jest porażka ani dowód, że „tak naprawdę” potrzebujesz partnera. Ciało reaguje na hormony, bodźce, pamięć, stres, cykl menstruacyjny, sen i emocje, a nie na deklaracje złożone o północy pierwszego stycznia.
Najmniej skuteczna strategia polega na traktowaniu każdego impulsu jak wroga. Im bardziej próbujesz udowodnić sobie, że niczego nie czujesz, tym więcej uwagi poświęcasz właśnie temu, czego chcesz uniknąć. Znacznie stabilniejsze podejście brzmi: „Mogę odczuwać pożądanie i nie muszę na nie reagować seksem partnerskim”. Pojawienie się pragnienia nie jest zgodą, nakazem ani zobowiązaniem.
W zależności od twojej definicji abstynencji napięcie seksualne można rozładowywać przez masturbację, gadżety erotyczne, fantazje, wysiłek fizyczny, relaksację albo po prostu pozwolenie, by pobudzenie samo wygasło. Jeżeli wybierasz pełną rezygnację również z masturbacji, dobrze wiedzieć, że na początku możesz częściej zauważać pobudzenie właśnie dlatego, że intensywnie je monitorujesz. Nie trzeba z nim walczyć. Można je obserwować jak każdą inną falę fizjologiczną.
Najtrudniejsza rozmowa nie odbywa się w łóżku, tylko przed nim
Samotna osoba może zmienić swoje zachowanie bez negocjowania go z partnerem. W związku decyzja o trwałym zaprzestaniu seksu wpływa jednak na obie strony. Masz pełne prawo nie wyrażać zgody na seks — zawsze, także w małżeństwie i także wtedy, gdy wcześniej seks był częścią relacji. Partner ma jednocześnie prawo uznać, że związek bez seksu nie odpowiada jego potrzebom. Granica jednej osoby nie może stać się przymusem dla drugiej.
Rozmowa powinna odbyć się poza sytuacją erotyczną, bez pośpiechu i bez stawiania partnera przed faktem dokonanym po miesiącach unikania. Lepiej powiedzieć: „Nie chcę już podejmować aktywności seksualnej. To nie jest kara ani test. Chcę porozmawiać, co ta decyzja oznacza dla naszej relacji” niż przez kolejne tygodnie zasypiać wcześniej, odsuwać rękę i liczyć, że druga osoba sama zrozumie.
Ważna jest też uczciwość co do zakresu decyzji. Czy chodzi o całkowity brak seksu? Czy o przerwę bez ustalonej daty końcowej? Czy dopuszczasz inne formy czułości? Czy relacja ma pozostać monogamiczna? Czy partner może zaspokajać seksualność samodzielnie? Czy rozważacie terapię par, zmianę modelu związku lub rozstanie?
To nie są łatwe pytania, ale przemilczenie ich nie tworzy harmonii. Tworzy jedynie konflikt z opóźnionym zapłonem.
Jak naprawdę przestać uprawiać seks: plan, który nie opiera się wyłącznie na silnej woli
Długoterminowa zmiana działa lepiej, gdy nie jest heroicznym testem charakteru. Zamiast liczyć na to, że w każdej sytuacji „wytrzymasz”, ustaw swoje życie tak, aby granice były jasne, komunikowane wcześnie i wspierane przez codzienne decyzje.
-
Zdefiniuj abstynencję jednym konkretnym zdaniem, obejmującym zarówno zachowania wykluczone, jak i te, które pozostają dla ciebie komfortowe.
-
Ustal osobisty powód decyzji i zapisz go własnymi słowami, bez sloganów o czystości, sile charakteru albo „zepsutym świecie”.
-
Informuj potencjalne osoby partnerskie odpowiednio wcześnie, zanim relacja stanie się seksualna i zanim pojawi się presja chwili.
-
Rozpoznaj sytuacje, w których najczęściej przekraczasz własne granice, na przykład alkohol, samotne noce, kontakt z byłym partnerem, potrzeba potwierdzenia atrakcyjności lub lęk przed porzuceniem.
-
Zbuduj inne sposoby regulowania napięcia, samotności i stresu, aby seks nie pozostawał jedynym szybkim narzędziem poprawy samopoczucia.
-
Zadbaj o bliskość społeczną poza seksem: przyjaźnie, rodzinę z wyboru, wspólnotę, czuły dotyk za zgodą, rozmowy i regularny kontakt z ludźmi.
-
Wracaj do decyzji co pewien czas i sprawdzaj, czy nadal daje ci spokój. Przegląd granicy nie oznacza, że granica była fałszywa.
Intymność po seksie: czym wypełnić przestrzeń, której wcześniej nie zauważaliśmy?
Wiele osób mówi, że tęskni za seksem, gdy w rzeczywistości tęskni za byciem wybraną, dotykaną, widzianą, przytulaną albo za chwilą, w której telefon wreszcie przestaje być ważniejszy od drugiego człowieka. Seks często łączy kilka potrzeb naraz, dlatego po jego odstawieniu może pojawić się wrażenie pustki większej niż sam brak orgazmu.
Intymność nie jest jednak synonimem stosunku. Może powstawać podczas szczerej rozmowy, wspólnego rytuału, tańca, masażu bez podtekstu, przytulenia, trzymania za rękę, opieki w chorobie, zasypiania obok siebie albo robienia planów, w których naprawdę uwzględnia się drugą osobę. Badania nad dotykiem pokazują, że bliskie osoby potrafią przekazywać poprzez dotyk złożone komunikaty emocjonalne, w tym troskę, wdzięczność i miłość. To nie znaczy, że każdy potrzebuje dotyku albo że należy nim zastąpić seks za wszelką cenę. Oznacza jedynie, że więź ma więcej niż jeden kanał.
Masturbacja, fantazje i zabawki erotyczne: czy to już złamanie celibatu?
Nie ma komisji, która przyznaje certyfikat prawidłowo przeżywanej abstynencji. Dla części osób rezygnacja dotyczy wyłącznie seksu z innymi ludźmi. Masturbacja, fantazje i gadżety erotyczne pozostają wtedy prywatnym sposobem kontaktu z ciałem, rozładowania napięcia albo eksplorowania przyjemności bez ryzyka relacyjnego. Dla innych celibat oznacza całkowite wycofanie z erotyki, także solo.
Obie wersje są możliwe, o ile wynikają z osobistej decyzji. Masturbacja nie „anuluje” abstynencji partnerskiej, jeśli tak właśnie zdefiniowałaś lub zdefiniowałeś swoją granicę. Korzystanie z wibratora, masturbatora czy stymulatora nie oznacza również, że w głębi duszy pragniesz seksu z drugą osobą. Potrzeba bodźca fizycznego i pociąg skierowany ku konkretnym ludziom nie są tym samym.
Wielki mit „wyłączania libido”: dlaczego chemiczne skróty są złym pomysłem
Internet pełen jest pytań o tabletki, zioła, hormony i sposoby na całkowite stłumienie popędu. To kuszące, bo obiecuje rozwiązanie bez konieczności pracy z emocjami. Samodzielne eksperymentowanie z lekami, hormonami lub substancjami mającymi obniżać libido może jednak prowadzić do poważnych skutków ubocznych i nie powinno być traktowane jako metoda realizowania postanowienia o celibacie.
Leki bywają przyczyną spadku pożądania, ale skutek uboczny nie jest bezpiecznym narzędziem samorozwoju. NHS wymienia wśród możliwych przyczyn niskiego libido między innymi stres, lęk, depresję, problemy relacyjne, niektóre leki, antykoncepcję hormonalną, zmiany hormonalne, alkohol oraz choroby przewlekłe. Zaleca konsultację medyczną, gdy zmiana martwi pacjenta lub może być związana z leczeniem albo stanem zdrowia.
Jeśli chcesz nie uprawiać seksu, nie musisz usuwać z organizmu zdolności do pożądania. Celem jest autonomia nad zachowaniem, nie biologiczna obojętność. Próba „naprawienia” zdrowego libido tylko dlatego, że nie pasuje do przyjętej tożsamości, może stworzyć więcej problemów niż samo pobudzenie.
Kiedy decyzja o rezygnacji z seksu jest zdrowa, a kiedy warto zatrzymać się i poszukać pomocy?
Dobrowolna abstynencja nie wymaga leczenia. Jeżeli czujesz się dobrze, twoja decyzja jest spójna z wartościami i nie powoduje cierpienia, nie ma powodu, by ktoś próbował cię „naprawiać”. Konsultacja ze specjalistą może być jednak potrzebna wtedy, gdy rezygnacja z seksu pojawiła się nagle razem z utratą energii, obniżonym nastrojem, anhedonią, bólem, problemami hormonalnymi, skutkami ubocznymi leków albo silnym lękiem.
Szczególną uważność warto zachować, gdy decyzja jest karą za własną seksualność, konsekwencją przemocy, sposobem na uniknięcie wspomnień traumatycznych albo próbą spełnienia żądań kogoś, kto kontroluje twoje ciało. W takiej sytuacji celem terapii nie powinno być namawianie do seksu. Celem jest odzyskanie wyboru. Po dobrej terapii możesz nadal zdecydować, że nie chcesz żadnej aktywności seksualnej — ale decyzja będzie należała do ciebie, a nie do sprawcy, wstydu czy lęku.
Warto też odróżnić brak potrzeby seksu od niemożności czerpania przyjemności ze wszystkiego. Jeśli nic nie cieszy, kontakty społeczne stają się ciężarem, pojawia się poczucie beznadziei albo wycofujesz się z życia, problem prawdopodobnie wykracza poza seksualność. Wtedy rozmowa z psychologiem, seksuologiem, psychiatrą lub lekarzem rodzinnym nie jest próbą odebrania ci celibatu, lecz sposobem sprawdzenia, czy za decyzją nie stoi stan wymagający wsparcia.
Co z ciążą i infekcjami? Abstynencja działa, ale definicja ma znaczenie
Pełna abstynencja od seksu waginalnego zapobiega ciąży, o ile nasienie nie ma kontaktu z pochwą. Pełna abstynencja od seksu waginalnego, analnego i oralnego oraz od kontaktu genitalnego eliminuje również drogi transmisji związane z tymi aktywnościami.
Jeśli jednak twoja wersja „bez seksu” dopuszcza seks oralny, kontakt genitalny, wspólne gadżety albo kontakt z płynami ustrojowymi, część ryzyka infekcji nadal istnieje. Planned Parenthood wyraźnie zaznacza, że aktywności bez penetracji waginalnej mogą przenosić infekcje przez kontakt skóry i płynów, a seks oralny i analny także wymagają odpowiednich zabezpieczeń.
Nie warto zatem używać słowa „abstynencja” jak medycznej tarczy, jeżeli praktyka obejmuje zachowania seksualne. Zamiast polegać na etykiecie, oceń konkretne czynności. Higiena zabawek, niewspółdzielenie ich bez zabezpieczenia, prezerwatywy, chusteczki lateksowe i badania mogą nadal mieć znaczenie, nawet gdy nie dochodzi do stosunku waginalnego.
A jeśli zmienisz zdanie? To nie porażka, tylko nowa informacja
Największą pułapką słowa „na zawsze” jest to, że zmiana decyzji zaczyna wyglądać jak przegrana. Wtedy człowiek może trwać w czymś, czego już nie chce, tylko po to, by zachować spójny obraz siebie. Tymczasem granice są aktualne, a nie wieczne. Masz prawo powiedzieć „nie” po latach aktywnego życia seksualnego. Masz też prawo powiedzieć „tak” po latach abstynencji.
Zmiana zdania nie unieważnia czasu bez seksu ani powodów, które za nim stały. Być może przerwa pozwoliła ci odzyskać bezpieczeństwo, zbudować samoocenę, nauczyć się odmawiać albo zrozumieć własną orientację. Być może celibat pozostanie najlepszym wyborem do końca życia. Obie możliwości są równie prawomocne.
Gdybyś kiedyś wracała lub wracał do seksu po długiej przerwie, nie musisz „nadrabiać”, udowadniać doświadczenia ani automatycznie wracać do dawnych praktyk. Można zacząć od rozmowy, wolniejszego tempa, aktualnych badań, zabezpieczeń i ponownego poznania reakcji ciała. Zgoda po latach abstynencji działa dokładnie tak samo jak zawsze: musi być dobrowolna, konkretna, świadoma i możliwa do wycofania w każdej chwili.
Jak zaprzestać uprawiania seksu na zawsze? Zacznij od życia, którego nie trzeba przed niczym zamykać
Najtrwalsza abstynencja nie rodzi się z nienawiści do seksu. Rodzi się z sytuacji, w której życie ma wystarczająco dużo sensu, więzi, przyjemności, czułości i sprawczości, aby seks nie musiał pełnić funkcji lekarstwa na wszystko. Możesz z niego zrezygnować, ponieważ nie jest ci potrzebny. Możesz zrezygnować, bo na tym etapie kosztuje cię więcej, niż daje. Możesz wybrać celibat religijny, polityczny, relacyjny albo całkowicie prywatny. Nie musisz natomiast udowadniać, że seks jest zły, aby twoje „nie” było ważne.
Odpowiedź na tytułowe pytanie jest więc mniej spektakularna, niż obiecują internetowe poradniki. Nie wyłączasz seksualności. Nie kasujesz potrzeb jednym postanowieniem. Definiujesz granice, poznajesz własne motywacje, uczysz się komunikować decyzję, budujesz inne źródła bliskości i przestajesz traktować zmianę zdania jak moralną katastrofę.
„Na zawsze” nie musi oznaczać więzienia. Może oznaczać: tak długo, jak długo ta decyzja jest naprawdę moja. I właśnie to — bardziej niż liczba lat bez seksu — jest najlepszym miernikiem seksualnej wolności.
